Strona główna
Powołanie
Porozmawiaj
Spotkanie z ...
Jednym słowem
Drzwi Otwarte
Krużganek zakonny
Śladami świętych
Moja modlitwa
Listy od Was
Warto przeczytać
Galeria Foto

-- Partnerzy portalu --

Wydawnictwo Sióstr Loretanek

Żywa Wiara

Misyjne Drogi

-- Polecamy --

Oaza - Ko¶ciół Domowy












Gdybym miała znowu wybierać ...

 Moje powołanie


 GDYBYM MIAŁA ZNOWU WYBIERAĆ, BYŁABYM MISJONARKĄ...

Pamiętam jak dziś: Mistrzyni mówi do grupy postulantek: „To od waszej modlitwy będzie zależeć, czy ona wstąpi.” Byłam przerażona, bo wierzyłam w moc modlitwy i sobie pomyślałam, że jeżeli one będą się modlić, to jestem zgubiona. Więc w drodze do pociągu gorąco się modliłam do Pana, aby siostry nie modliły się za mnie.

S. Władysława Piróg, franciszkanka misjonarka Maryi, od 12 lat pracuje na Madagaskarze. Opowiada o początkach swojego powołania misyjnego i radzi, jak je rozpoznać.

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze interesowałam się innymi krajami. Sama nie wiem skąd, ale zawsze moją uwagę przyciągały zdjęcia dzieci z czarnego kontynentu. I powoli czułam w sercu pragnienie, aby tam pojechać, pomóc im, aby dać im trochę radości, bowiem w większości widziałam zdjęcia dzieci płaczących, wychudzonych, brudnych...

Ponoć kiedy byłam małym dzieckiem, to ogłosiłam w domu i koleżankom na wsi, że chcę być siostrą zakonną. Kiedy raz do naszej parafii przyjechała siostra zakonna, to byłam cała szczęśliwa i zauroczona. I coraz bardziej przekonana, że ja też pójdę do zakonu. Jedyne, co mnie wtedy zmartwiło, to fakt, że trzeba będzie publicznie mówić, jak ta siostra. A do tego nie czułam daru i mówienie przy dużej ilości osób, raczej mocno mnie zawstydzało. Z drugiej zaś strony, nie stroniłam od towarzystwa i byłam zaliczana do wesołych. Zawsze miałam sto pomysłów na jakąś zabawę czy spotkanie. A w środku byłam nieśmiała i miałam małe poczucie swojej wartości. Dla tzw. dobra sprawy, dla wyższej idei potrafiłam się przełamać. Zawsze miałam motywację: dla Boga i z Nim. I tak pozostało zawsze.

Kiedy oglądam zdjęcia z moich młodych lat, to widzę, że zdjęcia z afrykańskich krajów, często wycięte z gazety, stanowiły część dekoracji w pokoju w internacie, gdzie mieszkałam. Często modliłam się za te dzieci, za kraje trzeciego świata. I to pragnienie pojechania gdzieś daleko, na tzw. koniec świata było ciągle we mnie. Nie wiedziałam, jak je zrealizować, ale czułam, że jest ono dla mnie jakimś wezwaniem, jakimś znakiem. Lubiłam jeździć do sióstr na rekolekcje, na spotkania różnego rodzaju, na spotkania oazowe. Moje standardowe pytanie było: czy siostry wyjeżdżają na misje? Nawet kiedy tłumaczono mi, że ucząc w szkole też będę misjonarką, to jednak ja czułam w sercu, że dla mnie to za mało. Miałam może kilkanaście lat, kiedy ktoś ofiarował mi obrazek płaczącej dziewczynki afrykańskiej z napisem: „nikt nie ma prawa być szczęśliwym w oderwaniu od innych”.

I te słowa nie dawały mi spokoju. W miarę upływu lat, w szkole średniej, nie zawsze myślałam o moim odkrytym pragnieniu bycia siostrą, ponieważ wyjazd na misje był dla mnie równoznaczny z powołaniem, z odpowiedzią na wezwanie Pana. W szkole średniej nie przestawałam „działać” na rzecz krajów misyjnych: modlitwa, czytanie książek i tego wszystkiego, co było o misjach. W sercu zazdrościłam pracującym tam misjonarzom. Nie myślałam o trudach, ale o tym, że ja mogę im pomóc, dać coś z siebie, i że będę szczęśliwa.

Potem był czas, chyba rok przed maturą, że zapomniałam o życiu zakonnym. Miałam inne plany: założyć rodzinny dom dziecka. A jednak, chociaż nie zawsze chciałam to uznać, w sercu czułam, ze jest to, co prawda piękne, ale dla mnie jakby za mało, że to nie to... Kiedy spotykałam jakąś siostrę, to sobie myślałam: Co w niej jest? Czemu ona poszła do klasztoru? Czym ona żyje?... Zrozumiałam, że Królestwo Boże jest w człowieku i ze spotkań z siostrami w odwiedzanych klasztorach pamiętam najpierw ich przyjęcie, uśmiech, życzliwe słowo, ich wzajemne relacje a potem dopiero święte konferencje. Byłam w ruchu *Maitri*, zauroczona Matką Teresą z Kalkuty i tym wielkim dziełem miłosierdzia...

Raz wpadł mi w ręce obrazek: siostra pisząca coś na piasku a obok niej mała afrykańska dziewczynka. Nie mogło to ujść mojej uwagi. I te słowa: „czekamy jeszcze na Ciebie”. To tak jakby je ktoś mówił właśnie do mnie. Na odwrocie był adres sióstr FMM. Wiec przyjechałam do Warszawy, gdzie przyjęła mnie z wielką życzliwością jedna z sióstr. Byłam cała szczęśliwa, że tak miło u sióstr.

Zaproponowano mi wyjazd na kilka dni do Zakopanego, gdzie grupa nowych postulantek była na wakacjach. To był rok maturalny. Pojechałam i... nagle przestało mi się podobać. Pomyślałam sobie, że ja do klasztoru nie wstąpię. Ledwo przyjechałam, a już myślałam o wyjeździe. Nakłamałam, że muszę wracać do szkoły i pamiętam jak dziś: Mistrzyni mówi do grupy postulantek: „To od waszej modlitwy będzie zależeć, czy ona wstąpi.” Byłam przerażona, bo wierzyłam w moc modlitwy i sobie pomyślałam, że jeżeli one będą się modlić, to jestem zgubiona. Więc w drodze do pociągu gorąco się modliłam do Pana, aby siostry nie modliły się za mnie. Starałam się więc zapomnieć, być bardziej towarzyska, ładniej się ubierać i dać spokój z klasztorem i misjami.

Udzielałam się w oazie, w innych grupach, dalej czytałam wszystko o tematyce misyjnej i tak miało być dobrze. Ale nie było... Lubiłam odwiedzać punkty powołaniowe, bo mnie tam ciągnęło i wszystko było takie ładne, kolorowe. Raz spotykam siostrę FMM, która była misjonarką w Indonezji. Mówi mi ona: „Popatrz, mam takie samo imię jak ty. Ja jestem już stara i trzeba kogoś, kto by mnie zastąpił na misjach”. To był dla mnie znak, co nie znaczy, że powiedziałam: tak.

Niewiele później spotkałam jakiegoś franciszkanina, który mi mówi (dokładnie w Niepokalanowie przy punkcie powołaniowym), że ja to chyba myślę o zakonie i gdyby co, to on mi da adres do misyjnego zgromadzenia. Chciałam być grzeczna, więc wzięłam adres. A to znów FMM. I tam właśnie, na wieczornej Mszy św. zdecydowałam się na wstąpienie do klasztoru misyjnego, bo wiedziałam, że właśnie tam Pan mnie posyła.
I jestem, od 12 lat na Madagaskarze.. I gdybym dziś miała dokonać na nowo wyboru, byłabym misjonarką.

Jak rozpoznać powołanie misyjne? Powiedziałabym spontanicznie – to się czuje w sercu, to się skądś wie. Idąc dalej, to tak jak by człowiek czuł, że cały świat to jedna wielka rodzina w Chrystusie, a ten „kolorowy” to brat, często potrzebujący. To pragnienie, aby inni ludzie, o innych zwyczajach, kolorze skóry, też poznali Jezusa, Jego przesłanie miłości i nadziei, aby nie żyli bez celu, ale w świetle wiary ujrzeli sens ich życia. To pragnienie, aby wśród nich być, jak jedna z nich. To otwarcie się na inną kulturę w postawie szacunku i równości. To odczytywanie znaków swego powołania, czyli otwarcie się na łaskę Pana. A decyzja podjęta zgodnie z Jego wolą, daje głęboki pokój i wewnętrzną radość.

A czego mi potrzeba na każdy dzień życia misjonarskiego? Kiedyś odpowiadałam słowami pewnego doświadczonego misjonarza, że potrzeba mi trzech rzeczy: po pierwsze cierpliwości, po drugie cierpliwości i po trzecie cierpliwości. A teraz wiem, że trzeba mi wiary Piotra, Abrahamowej ufności i większej, niż anielskiej cierpliwości.

s.Władyslawa Piróg

Franciszkanki Misjonarki Maryi FMM

FRANCISZKANKI MISJONARKI MARYI -  Lublin 
 

Co o tym myślisz?

Masz pytania?
Chcesz porozmawiać?
Zobacz tu... 

Komentarze:

Witam... Misjonarka? zakon? klasztor?- byle by było blisko Boga:) Jeszcze mam czas, aby dobrze rozpoznac swoje powołanie, mam 16 lat, jeśli bede wybierac to oczywiscie dopiero po maturze, ale juz czuje ze to bedzie piękne i z woli Boga, przecież On ma dla kazdego z nas- "WSPANIAŁY PLAN" Trzeba mu tylko zaufac i czekać a dowiemy sie wszystkieo w swoim czasie... PRAWDA? :) Pozdrawiam goraco i caluje :

=], 2010-08-27

Mnie imponują tego typu spotkania, rekolekcje, chociaż nie jestem bielanką :( Za dwa lata również mam maturę i duzo wkładam pracy, by osiągnąć zamierzony cel. Nie jestem dokładnie pewna, bo rózne mam odczucia, ale są momenty, w których nie mogę przestać myślec o Jezusie. Rozmawiam z nim myslami, daje mi wewnętrzną harmonie i siłe do tego świata i zła, które mnie bardzo martwi. Gdy jestem w Kosciele, siedze na jednej z ławeczek i wpatruję się w Krzyż, Jego Cierpienie mam ochotę zostawić wszytko za mną i pojść za Nim. Sa chwile, kiedy rozkoszuje sie czytając jedną z Ewangelii, głównie Jana. W ten sposób chcę słyszeć Jego Słowa. Dawają mi jak pisałam wczesniej ukojenie. Nie wiem, czy jest to powołanie. Nie mam z kim o tym porozmawiać. Rodzice są bardzo religijnie, ale wiem ze ich reakcja nie bylaby zbyt pozytywna. Pewnie tłumaczyliby mi, ze są inne powołania jak np. do życia w rodzinie. Kiedyś gdy napomknęłam delikatnie tacie, o spotkaniach sióśtr, zgromadzeniach powiedział mi, ze "pomoc" za ścianą klasztoru nie jest zbyt przydatna potrzebującym. Ja sądze inaczej... chociaż nie mam zadnych doświadczeń, jestem młoda. Boję się, włąsnie zycia zakonnego pod tym względem, ze zadko widywałabym moja rodzinę, bliskich, przyjaciół. Jestem osobą bardzo spontaniczną, potrafie byc gadatliwa, ale i cicha i refleksyjna. Siostro proszę o radę, jesli oczywiscie ma Siostra czas ...

, 2009-06-14

Weroniko, idz za glosem serca, bo to Pan wlewa pragnienie pojscia za Nim. Daj czas rodzicom zeby przyzwyczaili sie do tej mysli i twojego wyboru. Dobrze gdybys miala wsparcie i miala i osoby, z ktorymi moglabys otwarcie dzielic sie tym, co ci Pan szepcze. Jesli nie odpowiesz, to do konca, bez wzgledu na to co zrobisz w przyszlosci i jak bardzo bedziesz sluzyc Jezusowi w innych formach, mozesz czuc nie spelnienie...tak jak to jest u mnie.

Edyta, 2009-02-22

Piękne świadectwo... :) Tylko takie swiadectwa... szczere.. prawdziwe.. pelne.. uroku.. i takie osoby jak Siostra.. potrafia przemowic do czlowieka :o) pięknie :) Ja tez mysle o zyciu zakonnym .. ale boje sie... ze nie wytrzymam.. reakcji rodzicow.. ale na to mam 2 lata.. bo jeszcze maturka mnie czeka :)))) Pozdrawiam :)

Weronika, 2008-10-21



 
 strona główna

 „RÓŻANIEC” 2018
 „Szerokie są drzwi ubogiej chaty”
 Rekolekcje wakacyjne 2015
 Zapraszamy do Rabki-Zdrój po wypoczynek i zdrowie!
 Każdy dzień rekolekcji uczył mnie czegoś nowego
 Szkaplerz karmelitański
 Bł. Ojciec Hilary Januszewski
 Maryja - doskonały przykład naśladowania Jezusa
 Eliasz - życie w obecności Boga
 Gdy jestem z Toba, ziemia mnie nie cieszy
 MARIANIE
 Pamiętajmy o różańcu!
 Błogosławiony Antoni Leszczewicz
 Błogosławiony Jerzy Kaszyra
 Błogosławiony Jerzy Matulewicz
 Błogosławiony Stanisław Papczyński
Copyright (c) 2006-2015 Zakony.pl Konto w portalu  |  Zakony żeńskie  |  Zakony męskie  |  Podziel się ...  |  O portalu  |  Kontakt  |  Partnerzy